28 marca pojechałem drugi raz w tym roku na rybki. Wędkować było
można, ale zabierać ryb już nie. Dlatego, że odbyło się zarybianie. Do dwóch
tygodni po zarybianiu nie można zabierać ryb z łowiska. I dlatego było pusto
nad wodą. Bo większość z nas zabiera rybki do domu. Jak mam wolny czas to i tak
przyjeżdżam, żeby odpocząć od miejskiego szumu i gwaru. Tu czas płynie wolniej.
I lubię obserwować życie na wsi.
Podstawowa różnica między miastem takim jak
moje a wsią jest taka, że jak na wsi ktoś za przeproszeniem puści bąka to
wszyscy o tym wiedzą. A w Warszawie to się nie wie często kto obok nas mieszka.
Im większe miasto tym większa anonimowość.
Kolega porozwieszał zawiadomienia na drzewach. I tak wyglądał zachód słońca........
KLIKNIJ NA FOTKI, ŻEBY POWIEKSZYĆ
Na drugi dzień zaskoczył mnie szron na aucie! Było minus 1,5 stopnia
Celsjusza. Dobrze, że miałem płyn do odmrażania.
Rybki brały słabo. Złapałem karpia i zgodnie z regulaminem wypościłem go do wody.
Poobserwowałem trochę życia we wsi i w przyrodzie. Wiosna to dla rolników czas wytężonej pracy.
Bardzo dużo żab. I sobie zjadłem pierwszy obiad na powietrzu w tym roku. Flaki. Towarzyszyły mi koty.
Smacznego!
I obowiązkowo miejscowe ogłoszenie
A to nasze tarlisko. Mamy takie dwa. Tu absolutnie wędkować nie mozna przez cały rok. Sami pilnujemy i mamy ochronę. Ryby tu sie gromadzą i składają ikrę.
Przejechałem się znowu na Pragę Północ. To wybitnie
zaniedbana dzielnica. Przez włodarzy Warszawy. I tej części miasta prawie nigdy
się nie ogląda w informatorach. A ona jest. I to bardzo duży obszar a nie parę
ulic jak niektórzy mówią.
Po raz pierwszy w życiu znalazłem się wewnątrz dawnej
fabryki wódek na Ząbkowskiej. Fantastyczny, przemysłowy zabytek. Pamiętam jak
fabryka chodziła jeszcze pełną parą i na ulicy Ząbkowskiej roznosił się zapach
wódki. Nawet kiedyś miałem tu pracować.
Potem poszedłem dalej na Szmulowiznę.
Tak się nazywa ta część Pragi. Częściej się mówi po prostu SZMULKI. Ten kwartał Pragi opisywał pisarz Stefan
Wiechecki „Wiech” Jego felietony były w
Expresie Wieczornym. Napisał też książkę pt. „Cafe pod Minogą” Mam ją w domu.
I na Szmulkach byłem po raz pierwszy!
Tutaj czas jakby zatrzymał się w miejscu. Taka egzotyka w porównaniu z
rodzinnym Żoliborzem. Żal mi trochę dzieci, które się tu rodzą. Mają małe
szanse wydostania się stąd, wybicia się poza swoje środowisko. Mam stamtąd
Kolegę. Ale on wyjechał już dawno do Niemiec. I On prosił, żeby to pokazywać.
Że Warszawa to nie tylko Stadion Narodowy i wieżowce kolo Pałacu Kultury. W
Warszawie są wielkie kontrasty. I większość Warszawiaków nie wie nawet o takich
miejscach. A skąd mają wiedzieć? Teraz
się nie spaceruje tak jak ja. Teraz siedzi się w Internecie i się klika! :) Albo przebywa się w pubach, restauracjach, kawiarniach.
Poza tym w
mediach pokazuje się Polskę jako kraj wyłącznie sukcesów, wiec pokazywanie
takiej Pragi jest NIEMILE WIDZIANE. Psuje po prostu wizerunek. Więc ja trochę
ten wizerunek popsułem za co NIE PRZEPRASZAM. Jak były pieniądze na Stadion Narodowy, który przynosi straty to muszą być pieniądze na remonty zaniedbanej dzielnicy. Co jest ważniejsze? Stadion czy mieszkańcy i ich domy, mieszkania?
Fabryka Wódek na Ząbkowskiej
Szmulowizna, czyli Szmulki.
Kuzynka z Zielonej Góry mi powiedziała: "Wojtek niemożliwe, że tak jest w Warszawie. To chyba scenografia do filmu!" Dodam, że bezpiecznie tu nie jest i filmuję często z duszą na ramieniu. Dawniej handlowano wódą a teraz narkotykami. Niedawno czytałem w Internecie, że Warszawa jest w Polsce centrum narkotykowym. I tu całe kamienice handlują.......
"Freski" na murach podwórek i w bramach
W tym DREWNIAKU normalnie jeszcze ludzie mieszkają!
A tak się dzieci bawią na Szmulkach.......
Kończę ten post kolejnym filmem o Pradze. I pewnie nie ostatnim. Ocalić od zapomnienia.
Pozdrawiam i znikam do PROZY ŻYCIA ...........
Ps. Tutaj też jest o Pradze Północ. Wpis z przed kilku lat. Warto zajrzeć. NAJPIĘKNIEJSZA PRACA MOJEGO ŻYCIA



















