Życie
szybciej płynie niż ja
piszę. Ale częściej niż co tydzień pisał nie będę. Nie mam czasu! I tak część
czytelników odbiera moje pisanie tak, że ja jako typowy Warszawiak(rodowity
dodam) to nie pracuję, jeżdżę, demonstruję, manifestuję, wakacjiuję,
fotografuję, filmuję. A w wolnej chwili się zastanawiam jak by tu jeszcze odpocząć
sobie. A fundusze na to leżą w Warszawie na ulicy. I jak się o te fundusze potknę
to wkładam po prostu do kieszenie :):):)
Tak większość ludzi widzi Warszawę i
Warszawiaków. Ale do rzeczy. Pod koniec mojego pobytu w Gdańsku spotkałem się z
TurboOtylią drugi raz. Tym razem Otyś postanowiła mi pokazać Oliwę. Gdańsk Oliwę.
Słyszałem o tej części Gdańska, ale nigdy nie byłem. A najbardziej się cieszę
jak coś widzę pierwszy raz.
No to się spotykamy jak poprzednim razem pod Hotelem Scandic. Spałem tu kiedyś jak byłem na Blog Forum Gdańsk.
No i jedziemy do Oliwy! Byłem lekko wystraszony bo Otyś kieruje, śmieje się, je śniadanie, rozmawia i jeszcze obraca głową dookoła.
KLIKNIJ NA FOTKI, ŻEBY POWIĘKSZYĆ
Piękny Park w Oliwie. Mieliśmy fart bo była Złota Polska Jesień. Rozmawialiśmy sobie, spacerowaliśmy i robiliśmy fotki. Oliwa słynie też z pięknej katedry z chyba najlepszymi organami w Polsce. I od Katedry zaczęliśmy nasz zwiedzanie. Fajnie, bo ludzi jak na lekarstwo. Odpoczynek od zgiełku wielkiego miasta. Trójmiasta nawet :) I żeśmy się trochę pomodlili. Jedni się modlą bo wierzą, a drudzy na wszelki wypadek.
Ja się pomodliłem między innymi za moją zmarłą w tym roku mamę.
Gdańsk Oliwa to Piękny park, katedra i ZOO. Z katedry poszliśmy sobie do parku. Pięknie Ale gdzie nie było by mi pięknie w towarzystwie Mistrzyni Kierownicy? Był taki film. MISTRZ KIEROWNICY UCIEKA.
Fotosesja w Parku Oliwskim
I koronny dowód na to, że noga Otyśki się prawidłowo goi :)
Następnie odwiedziliśmy Oliwskie ZOO. Myślałem, ze jest ono mniejsze. Jest pięknie położone Z dala od miasta i w parku. ZOO w Warszawie to już jest w środku miasta. I zwierzęta słyszą rytm miasta na nie równiny afrykańskiej.
Z ZOO udaliśmy się do Parku Linowego po sąsiedzku. Otyśka chciała sprawdzić kondycję. Oboje tym mostem przeszliśmy. Czyli możemy towarzyszyć w wyprawach Indianie Jonesowi :)
Ci co nas już trochę poznali, to wiedzą, ze jak się spotkamy to musimy zjeść. Tak też było tym razem. Tylko we właściwej kolejności. Najpierw danie główne a potem deser. Dania wybrała Otyś. Trochę się głupio mnie facetowi przyznać, że jak się spotykamy to głos decydujący należy do Otyśki. Jest przewodniczką naszego dwuosobowego stada.
Na obiad był wspaniały łosoś pięknie podany. Zjadłem go trochę za szybko. Nie wypada tak.
Deser był zjedzony w innym lokalu. Zrobionym na atmosferę filmu, filmowców. Fajnie!
Z NIEKOŃCZĄCEJ SIĘ OPOWIEŚCI pozostały dwa odcinki. Władysławowo I Hel. Ale to musi poczekać. Następny Post będzie z Marszu Niepodległości i może jeszcze z jutrzejszego wypadu na rybki na Północne Mazowsze.
Dziękuję Otylii za cierpliwość do mnie, za możliwość przebywania od czasu do czasu razem i za poznanie Gdańska i za to czego nie da się wytłumaczyć, napisać i powiedzieć.
Vojtek z Warszawy