Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alkohol. Żoliborz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alkohol. Żoliborz. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 maja 2013

Romeo&Julia&alkohol

OSTATNIE JUŻ OPOWIADANIE PRZENIESIONE Z DRUGIEGO BLOGA. TAM TEN BLOG JUŻ SKASOWANY I MAM TERAZ TYLKO JEDNEGO BLOGA.

Późne lata osiemdziesiąte. Drugi dzień Wielkanocy.  Siostra moja mieszkająca w Italii ma ślub. Ja jestem w Warszawie. Ponieważ nie lubię świętować przy stole to sobie wyszedłem na powietrze. Kroki skierowałem na „Szaberplac” 
 Szaberplac to było takie miejsce w rejonie Placu Inwalidów. Na Żoliborzu oczywiście.
                   W przedwojennych willach mieszkały rodziny knajackie, tak zwany czasami „element”, niziny społeczne, menele.   Mieszkali tam też kryminaliści i złodzieje. I była tam meta na mecie. 
             Przypomnę że metą nazywaliśmy miejsce nielegalnego handlu alkoholem. Największe obroty mety miały wtedy gdy wódka była na kartki. I kiedy za stanu wojennego alkohol można było sprzedawać dopiero od 13 tej.   Oczywiście meciara musiała się opłacac milicji, żeby prosperowała.


Idę sobie spokojnie na metę kupić pół litr wódki...Słonko sobie świeci, czuć wiosnę, humor dopisuje.
Koło  domu Baśki(miała największą metę w okolicy) podchodzi do mnie dziewczyna, brunetka i się pyta czy jej kupie pół litra wódki i daje mi pieniądze. Powiedziała też, że wstydzi się tam wejść.  Oczywiście kupiłem. Sobie pól litra i jej.
Twarz  tej dziewczyny wydała mi się znajoma. Na twarzy były ślady niegdysiejszego piękna...
Od słowa do słowa okazało się, ze chodziliśmy do jednej szkoły. Do podstawówki na Żoliborzu. Tym przedwojennym.
              M. Była najładniejszą dziewczyną w szkole. O rok ode mnie starsza. Uroda typowo południowa. Kruczoczarne włosy i śniada cera.
              M. zaprosiła mnie do siebie na drugi dzień Wielkanocy do siebie.

Willa na Żoliborzu Oficerskim. Ucieszyłem się, że nie będę musiał pić w środowisku naturalnym. Czyli w krzakach. Albo na pobliskich ławkach.
Jesteśmy u M. Piękne meble, antyki , Kossaki na ścianach...jedzenie świąteczne na stole, trochę bałaganu.
W krześle śpi jakiś człowiek. Kompletnie pijany....Okazało się, ze to mąż M.
                    Od kieliszka do kieliszka M opowiedziała mi swoją historię. Wcześnie wyszła za mąż mając 18 lat. Mąż M, Stefan pochodził z warszawskiej Pragi.  Wysoki przystojny człowiek. Też kruczo czarne włosy jak  jego żona
Rodzina jego handlowała kwiatami i różnymi innymi rzeczami na Bazarze Różyckiego.

                     Rodzice M to ludzie wykształceni, na stanowiskach. Ojciec Jej był dyrektorem dużej znanej centrali Handlu Zagranicznego. Wiele lat życia spędził na placówkach zagranicznych. Lepszej kariery to trudno było sobie za komuny wyobrazić.
Zastanawiam jak to się stało, ze M zakochała się w Stefanie? Z zupełnie innego środowiska. Co przeżywali rodzice M?   To przecież mezalians!!!
Stefan pochodził z knajackiego towarzystwa z  ulicy Brzeskiej. Ta ulica oprócz Stalowej na Pradze ma najgorszą opinię w Polsce!
Czy wchodząc do rodziny męża M zastanawiała się jak wychowa dzieci? Jaki będą miały przykład?  Czy zastanawiała się jakich kolegów ma Stefan? Prawie każdy z jego znajomych siedział w wiezieniu. Tam to norma. Brat Stefana też był zapuszkowany na kilka lat.
Co było w duszy tej dziewczyny jak przysięgała mu wierność przed ołtarzem. Czy wyłączyła umysł? Czy umysł nawalił? Czy to miłość zaślepiła odruchy obronne?

Stefan bardzo dużo pił...jak nie było na picie kasy to wynosił z domu różne rzeczy i sprzedawał.    W sklepach niczego wtedy nie było i łatwo było wszystko sprzedać.      Wciągnął też piękną żonę do picia. M mi opowiadała, że jak razem zaczynali pić to wpadali Jej rodzice i zabierali dzieci do siebie do swojego domu.

Willa, którą zamieszkiwała moja bohaterka powoli niszczała. Częstymi gośćmi tam byli menele z pobliskiego Szaberplacu. I jak M i Stefan byli pijani to wynosili co chcieli.

Wieczorem wpadł brat Stefana z Brzeskiej do M. Zapoznaliśmy się.
I oczywiście picie..........Stefan, mąż M od rana leżał na łóżku. Nawet się nie podniósł...pił na leżąco.
Tam na Pradze Na Brzeskiej mężczyzna musi być napity. To przejaw męskości!
Późnym wieczorem wróciłem do domu. Na własnych nogach.

Ale rozmyślanie nad M nie dawało mi spać. Od losu dostała wszystko!
Urodę, zamożnych rodziców, piękny dom w super dzielnicy. Czego można chcieć jeszcze?
Dlaczego to tak wyparowało?
Czy nie wiedziała w jakie środowisko wchodzi? Czy rodzice Jej to tłumaczyli?

          Pewnego dnia przyszedłem po syna do szkoły.
Patrzę a tu M stoi z jakąś koleżanką. Przyszła po wnuka.  Porozmawiałem z Nią chwilę.
Wyglądała porządnie. Powiedziała mi też, że parter willi wynajęła jakiejś firmie a sama  mieszka na górze. Mąż Stefan nie żyje. Jak M wyjechała do Kołobrzegu na wakacje z dziećmi to Stefan umarł w łóżku z przepicia.   Wracają z nad morza a tu zwłoki Stefana w łóżku i butelki dookoła...  „Bo takiemu pijakowi jakie życie taki zgon...” Śpiewał kiedyś Stanisław Grzesiuk. I wyśpiewał Stefanowi

Do czasu napisanie tego nie spotkałem Jej. A ciekaw jestem jak sobie w życiu radzi. Co robią dzieci, czy rodzice żyją.
Może kiedyś ją spotkam?

Jeśli chodzi o miłość między dwojgiem ludzi to wiem na pewno, że potrafi dokumentnie zaślepić! I zniszczyć życie.
Fotki są poukładane na przemian. Z Żoliborza Oficerskiego i z okolic ulicy Brzeskiej na Pradze Północ. To dwa skrajnie różne światy. Stefana i M.
A co wyszło z połączenia tych światów to napisałem powyżej.
Vojtek

Naprawdę film warto zobaczyć! Tak jest w stolicy Polski