Podczas mojego pobytu w Gdańsku do Gdyni pojechałem dwa
razy. Jak już wspomniałem zwiedzać powinno się na pieszo lub środkami
komunikacji miejskiej. Świąt widziany zza szyb samochodu jest inny niż widziany
bezpośrednio.
Najlepiej z Gdańska do Gdyni pojechać SMK ką czyli Szybką Koleją
Miejską. Akurat teraz jest w przebudowie. Koszt biletu to 5,70. Należy pamiętać,
żeby bilet skasować na peronie przed wejściem do wagonu. W wagonach nie ma
kasowników!
Gdynia to
przepiękne miasto! Zbudowane od podstaw w okresie międzywojennym. Był taki inżynier Kwiatkowski co budował od
podstaw polski przemysł. Zbudował też Gdynię. Miasto spore ale mające swój
oddzielny charakter. Mojemu pokoleniu Gdynia kojarzy się z wakacjami,
Bałtykiem, portem., Darem Pomorza, Batorym. W Gdyni jeżdżą trolejbusy. Tak jak kiedyś w Warszawie.
Czyli powrót do młodości, dzieciństwa. Tak odbieram każdą
wizytę w Trójmieście.
Dziś często dzieci, młodzi ludzie morze widzą najpierw w
Tunezji, Egipcie, Hiszpanii, Chorwacji więc sentymentów już następne pokolenie
nie będzie miało.
Gdynia też jest
z tego znana, że tutaj się mieści Wyższa Szkoła Morska. Tą uczelnię skończyli
dwaj koledzy z liceum. Jeden został Kapitanem Żeglugi Wielkiej a drugi
zrezygnował z pływania i latał samolotami pasażerskimi jako nawigator. Bo
skończył Wydział Nawigacyjny w tej uczelni.
W Gdyni miałem
znajomych. Właśnie ze środowiska marynarskiego. I tam do Nich na wakacje
woziłem pociągiem Neptun swoją chrześniaczkę i potem po Nią wracałem.
Pan G. był kapitanem ale pływał u armatora niemieckiego. Jak
wybywał z domu to na 6-7 miesięcy.
Bardzo zamożni ludzie. Jak mieli około 40 lat, to E, żona
kapitana powiedziała mi, że pieniądze mają do końca życia.
Poznałem tam dobrze środowisko osób pływających na okrętach
po całym świecie.
A E. była z Warszawy z Żoliborza.
Jakie różnice zaobserwowałem na szybko podczas moich Gdańskich
Wakacji. Oczywiście między Warszawą a Trójmiastem.
W Trójmieście
ani razu nie widziałem ulotek reklamujące agencje towarzyskie!
W Warszawie zatrzęsienie! Tak jakby Warszawa była jedną
wielką Agencją Towarzyską :)
W Trójmieście jest tak na oko o 75% mniej sklepów z
nachalnymi napisami ALKOHOLE 24 GODZINY.
W Warszawie to jest taki sklep na każdym rogu. Tak jakby alkohol
był NAJWAŻNIEJSZYM TOWAREM W STOLICY POLSKI.
No i niestety moje miasto jest znacznie bardziej chamskie od Gdyni. To się po prostu czuje. Po dwóch tygodniach wakacji tego chamstwa zaczęło mi brakować. Tak jak soli w zupie :)
W samej Gdyni najbardziej
podoba mi się Skwer Kościuszki. Tam gdzie stoją okręty Błyskawica, Dar Pomorza,
Dar Młodzieży.
Kiedyś się rozczytywałem( w czasach gdy większość z nas
czytała a nie pisała książki J ) w książkach marynistycznych, przygodowych.
I przebywanie wśród okrętów , w porcie bardzo mnie rajcuje
do dziś.
Fajne też jest Akwarium. Wstęp trochę drogi. 25 zł. Zwiedziłem wszystko w ciągu 25 minut. Czyli 1 zł za minutę :) Najbardziej podobały mi się elektryczne węgorze. I rekiny.
KLIKAJ W FOTKI, ŻEBY POWIĘKSZYĆ
Żaglowiec Dar Młodzieży przy skwerze Kościuszki w Gdyni. Pływa aktualnie. Należy do Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni.
Studenci Wyższej Szkoły Morskiej na treningu. Tego dnia nieźle na morzu huśtało.
Figurka na morzu przed Skwerem Kościuszki............też symbol Gdyni
Na plaży w Gdyni w stroju wybitnie plażowym :)
Akurat na plaży odbywały się zajęcia z wychowania fizycznego miejscowej szkoły.
Kormoranów sporo. Dawniej jak byłem nad Bałtykiem to ich nie widziałem. Tylko mewy. Tutaj suszą sobie skrzydełka.
Marina to port jachtowy. Jest co oglądać i o czym pomarzyć:) Fotkę zrobił mi facet z tego jachtu. Ale do mnie powiedział: " nie boi się pan tak dawać do ręki obcemu człowiekowi aparatu; mogę z nim uciec" Odpowiedziałem żartem, że ja też umiem biegać.
A to już Akwaria w Gdyni. Też przy skwerze Kościuszki. Trzecia fotka na dole to węgorze elektryczne.
Zgłodniałem, nabrałem apetytu. Zjadłem sobie obiad na stylizowanym na 16 wiek okręcie cumującym obok Daru Młodzieży. Wspaniałe wnętrze, puściutko i kołysze na fali jak się je:)
Smacznego!
Wielu ludziom tym z Warszawy podoba się bardzo Gdynia Orłowo. Byłem też tam. Spotkałem się ze znajomymi z Internetu. Po raz pierwszy zobaczyliśmy się RZECZYWIŚCIE a nie wirtualnie. Więc oczywiście była ciekawość jak wypadniemy bezpośrednio bez obecności kabla internetowego, monitora i klawiatury. Wyszło super!
Ewa i Mirek to wspaniali ludzie. Wspaniali ale zwyczajni, ludzcy. Takich jest spotkać trudniej niż pieniądze! Przyjechali po mnie pod dom i potem po wizycie w Orłowie dostarczyli na miejsce też pod dom. W stanie nie nienaruszonym . I dziękuję bardzo za zupę rybną w restauracji.
Przy okazji zrewanżuje się w Warszawie.
Ewa&Mirek. Wspaniali, normalni ludzie. Ciężko takich znaleźć. Mnie się udało.
To już koniec wizyty w Gdyni. Aż sam się dziwię, że tyle rzeczy widziałem i w tylu miejscach byłem. A przecież to standardowe 14 dni:) A jeszcze nie koniec moich wrażeń. Jeszcze przed nami Władysławowo, Hel i spotkania z Otylinką.
Następny post będzie za tydzień.
Temat; moje spotkania z O.To znaczy nasze spotkania. W końcu po to byłem nad Bałtykiem.
Pozdrawiam zaś z Warszawy nad Wisłą.












































