Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodopy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodopy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 sierpnia 2011

Piękni Dwudziestoletni

Lato, urlopy, wakacje sprzyjają wspomnieniom.  Tym razem przypomnę wakacje w sierpniu 1974 roku. Jak byliśmy PIĘKNI DWUDZIESTOLETNI. To też tytuł opowiadania mojego ulubionego pisarza Marka Hłaski.


Do rzeczy. W pamiętnym roku 1974 zdawałem maturę. I z okazji zdania tej matury(kolega też zdawał). Właściwie to przyjaciel nie kolega. Kolegów to ma się teraz.
Andrzej to przyjaciel z podwórka, z piaskownicy i szkolnych boisk.
On był głównym motorem tej wyprawy i On głównie fotografował. A fotki sami wywoływaliśmy w naszej ciemni w piwnicy. Aparat fotograficzny był Andrzeja. Radziecki marki Moskwa. Na błony zwojowe polskiej firmy FOTOPAN

         To była wyprawa po Krajach Demokracji Ludowej. Głównie Węgry, Bułgaria i Rumunia. Wyjechaliśmy  przez Czechosłowację a wróciliśmy przez ZSRR do Polski.
      Wyprawę sami przygotowaliśmy bez żadnych biur podróży, last minute, tour operatorów, rezydentów i innych wynalazków dla ludzi pozbawionych fantazji :)
      Siedzieliśmy zimą nad mapami przy herbacie z cytryną. Najczęściej u mnie w domu.
I przypomnę, że wtedy nie było Internetu, komórek i komputerów. Na telefon stacjonarny czekało się w Warszawie i15 lat na całe szczęście nie można było usłyszeć na plaży swojską mowę przez komórkę typu „ ku........a jaka piękna pogoda!”
       Namiot kupiliśmy w Domach Centrum na Marszałkowskiej. Oczywiście polski, dwójka z tropikiem marki Mikrus. Z fabryki w Legionowie. Wypróbowaliśmy go na stadionie Spójni nad Wisłą.
        Bilet kolejowy mieliśmy wykupiony na cała trasę. Jak się jakiś kawałek trasy przejechało, to konduktor wycinał tą część.
Jako środki płatnicze mieliśmy Traweler czeki. I jak byliśmy w jakimś kraju , wymienialiśmy je na walutę danego kraju. I   trochę mieliśmy przy sobie gotówki w różnych walutach. Czeskie  korony, węgierskie forinty, rumuńskie leje, bułgarskie lewy i radzieckie ruble i trochę złotówek:) Czyli mieliśmy Sezam w plecaku:)

Wyjechaliśmy z Polski pociągiem Sobieski. Pierwszy postój w Budapeszcie. Mieszkaliśmy na campingu Romaifurdo.. Zwiedzaliśmy sobie Budapeszt, chodziliśmy gdzie chcieliśmy, kiedy chcieliśmy i wszystko od nas zależało a nie od przewodnika.
       W Budapeszcie jeździliśmy na Wyspę Świętej Małgorzaty kąpać się w basenie ze sztucznymi falami oraz w gorących źródłach.
A kolacje to jadaliśmy nad Dunajem. Parę kolb gotowanej na powietrzu kukurydzy posmarowanej różnymi przyprawami takim specjalnym pędzlem. I do tego Pepsi Cola :) i widok na Parlament i gwiazdy na niebie.

Z Budapesztu pociągiem pojechaliśmy do Sofii. W Sofii stolicy Bułgarii byliśmy dwa dni. Poznaliśmy tam kolegę Pietko Borisowa. Potem wiele lat z Nim korespondowałem.
W Sofii obżarliśmy się nieludzko arbuzami i chałwą. Bo w Polsce akurat tego nie było:)

               A z Sofii prosto autobusem  w góry Rodopy, masyw Riła. Najwyższe góry w Bułgarii. Szliśmy szlakiem turystycznym i nocowaliśmy w naszym namiociku w górach.    Najczęściej nad takimi stawami jak Morskie Oko. Krystalicznie czysta woda i zero ludzi.   Przez 3 dni nie spotkaliśmy człowieka. Zgubiliśmy grzebień i Andrzej zrobił go z szarego mydła  i z zaostrzonych zapałek. I jeden czesał drugiego:)
               Mieliśmy też niebezpieczną przygodę. Powoli składamy namiot, żeby iść dalej a tu robotnicy co budowali drogę w górach krzyczą cos d nas. My nie rozumiemy. Andrzej pomyślał, ze im się ciężarówka zepsuła. A oni machają rękami i jeszcze głośniej krzyczą!
Okazało się, że my rozbiliśmy namiot na terenie zaminowanym. I właśnie robotnicy szykowali się do wysadzenia go w powietrze. W miejscu gdzie spaliśmy budowano drogę:)

Oczywiście podziękowaliśmy za ostrzeżenie i za około 20 minut nasz placyk wyleciał w powietrze
                Przeszliśmy całe pasmo gór Riła z plecakami na plecach.  Nasz mały domek-namiocik rozbijając nad górskimi stawami lub pod szczytem jakiejś góry. Sami sobie gotowaliśmy, praliśmy. Gotowanie na kocherku na denaturat. Jeszcze pamiętam zapach podczas gotowania:) Jak nocowaliśmy pod szczytem najwyższej góry Bułgarii (Musała, 2925 m) to w nocy spadł śnieg! J strasznie marzłem i całą noc chodziłem koło namiotu. A Andrzej sobie chrapał:) Raniutko namiot już był przykryty śniegiem.
Wybuch i opady śniegu wysoko w górach spowodowały to, że od razu nam się zamarzyło cieple morze.

               Po zejściu w doliny do Pamporowa(tak jak nasze Zakopane) kupiliśmy bilet do Burgas, dużego miasta portowego. Potem udaliśmy się też autobusem do Warny. A z Warny na południe aż na granice turecką.  I potem od południa przemieszczaliśmy się na północ wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego. Pomieszkując na campingach po dwa, trzy dni.
Prawie cały dzionek spędzaliśmy na plaży zabierając ze sobą po kilka arbuzów.
Odwiedziliśmy miejscowości: Rezowo, Achtopol, Miczurin, Sozopol, Złote Piaski, Słoneczny Brzeg...tam gdzie oczy i nogi poniosą.
A nie tak jak przewiduje program wycieczki.
              W sklepach w Bułgarii dochodziło nie raz do śmiesznych scen. Dlaczego? Bo w Bułgarii na tak kiwa się głową tak jak u nas na nie! 
             Zobaczyliśmy też pierwszy raz plaże dla nudystów. Idąc wodą niecący tam się znaleźliśmy:) Jakoś głupio nam był majtki zdjąć, żeby się nie wyróżniać więc zanurzyliśmy się w morze powyżej pasa i podziwialiśmy ludzi grających nago w siatkówkę. Nie obrażając nikogo wyglądało to jak stado małp:):) Paniom się majtały piersi a panom siurki:)



Z Bułgarii udaliśmy się koleją do Rumunii do stolicy tego kraju Bukaresztu. Rozbiliśmy się w lesie pod Bukaresztem. Tak myśleliśmy, bo była noc i byliśmy zmęczeni.
                 Rano wstaję pierwszy i widzę ludzi dookoła. Robią fotki.
Okazało się, że to nie był las tylko park w Bukareszcie:)Ale obciach:)
Z Bukaresztu pojechaliśmy na północ w stronę ZSRR.
Niedaleko granicy rumuńsko-radzieckiej poznaliśmy rumuńskiego Żyda.
Burincu Radu. Przenocował nas. I z nim tez parę lat korespondowałem. Bardzo fajny człowiek.
                      Przez Rumunię jechaliśmy chyba ze dwa dni koleją przypominającą pociągi na Dzikim Zachodzie  obserwując z otwartej platformy Rumuńskie Rodopy.

Dojechaliśmy wreszcie do ZSRR. Do Polski coraz bliżej. W ZSRR zmienili podwozia wagonów. Bo w Rosji jest większy rozstaw szyn.
Potem tylko Lwów(Lwów wtedy należał do ZSRR) i już do Polski!

Zakończenie

Cała podróż trwała ponad 30 dni.  Opaleni byliśmy na brąz!  Żeby tam pojechać to zaraz po maturze pracowałem przy koszeniu trawy w Warszawie. Większą część pieniędzy dał mi ojciec. Dziękuje Ci Tato. Dzięki Tobie miałem przygodę mojego życia. Dziękuje Andrzeju wypróbowany przyjacielu!

Ale najważniejsza jest fantazja, odwaga zgranie, chęć zrobienia czegoś samemu a nie kupowanie wycieczek jak bułki w MC Donalds:)
Teraz po tylu latach też mam pomysły na różne takie podróże:)


Do ludzi młodszych ode mnie:
Nie wierzcie, że za komuny nic nie było a my baliśmy się z domu wychodzić. Jeździło się na kolonie, obozy harcerskie, wczasy pracownicze, rajdy turystyczne, wycieczki rowerowe, spływy kajakowe i słynny już Auto Stop , gdzie za małe pieniądze można było nasz kraj zjechac wzdłuż i wszerz.
Nie było natomiast tylu ludzi chodzących po śmietnikach co teraz.

„ Jeśli czegoś sobie nie potrafisz wyobrazić, to nigdy tego nie będziesz miał”
Ta sentencja przyświeca mi do dziś
Vojtek

Kliknij w fotkę, żeby powiększyć!

Stado owiec zastąpiło nam drogę:)

T na najwyższym Szczycie Bułgarii zaskoczył nas śnieg




I wreszcie po górskich przygodach
 nad ciepłym i pięknym Morzem Czarnym


Dżinsy(dzwony) szyte u krawca. Materiał sztruks:)

A teraz wkładka paszportowa, którą odebrałem na komendzie Milicji Obywatelskiej w Warszawie na Żoliborzu:) To był mój dokument podczas przekraczania granic.