Jestem znów wśród żywych. Prawie każdy z nas miał odpoczynek
od blogowania i należy to zrozumieć bez zbędnego wypytywanie się. Niektórzy
mają już wieczny odpoczynek. Od blogowania oczywiście. Czyli zakończyli
przygodę z prowadzeniem bloga. Dziękuje wszystkim
za pamięć i komentarze.
Ale do rzeczy. Urlop tego roku spędzałem w Trójmieście oraz
we Władysławowie i na Helu. A właściwie w mieście Hel.
I ten wpis będzie o wycieczce do Władysławowa.
Nasze wschodnie wybrzeże zawsze powoduje u mnie sentyment i
nostalgię. Bo tu w Stegnie po raz pierwszy zobaczyłem morze. W obecnych
pokoleniach raczej tak nie będzie. Bo teraz często i gęsto się jeździ nad Morze
Śródziemne, Adriatyk, Ocean. Ocean też widziałem w Irlandii. I tez widok wywarł
na mnie ogromne wrażenie.
Do Władysławowa pojechałem sobie autobusem. Właściwie to się
mówi „do Władka” Byłem tam kilka razy z żona i synem. Mieszkaliśmy prywatnie u
rodowitych Kaszubów. Od raz rzuca się w oczy Dom Rybaka jak się wjeżdża do tego miasteczka.
Chciałem się przejechać na taras widokowy ale ZAMKNIETE
niestety. A widok stamtąd jest fantastyczny. I tu zamieszczę fotkę z pobytu w
roku 2003
Sa tam dwa miejsca widokowe szeroki taras i nad tarasem
szklana kula. Do szklanej kuli miałem lęk wejść ale go pokonałem. Poważnie(bo
często żartuję) stamtąd widac kulistość Ziemi. Na drugiej fotce widać Półwysep Helski
Za długo po Władku się nie włóczyłem. Dlaczego? Bo nie wiedziałem
o której autobusy odchodzą. Linia kolejowa jest w remoncie. Bałem się, że mogę
się nie dostac na ostatni autobus. Poszedłem oczywiście do portu. Kiedyś tu
wędkowałem. Kocham klimaty portowe. Akurat miejscowi przypłynęli i oprawiali
dorsze. Kiedyś była tu przetwórnia ryb i sklep w porcie. I jak wracaliśmy do
Warszawy to się zaopatrywaliśmy w ryby w róznej postaci. Najczęściej wędzone.
Teraz sklepu już nie ma. Dlaczego? NIE WIEM. Bardzo dużo rzeczy poznikało. Bardzo
dużo rzeczy poznikało.
Dom Rybaka we Władku. A fotki powyżej pochodzą z tarasu przy szklanej kuli na samym szczycie. Może się w glowie zakręcić!
Wycieczkę zakończyłem obiadem niedaleko plaży. Dorsz. A co innego moglo być. Smacznego!
I zwyczajowo Krótki filmik filmik. Można posłuchac jak Bałtyk szumi
I oczywiście poszedłem sobie na plażę. Było trochę ludzi. Przypomnę,
że to był październik. Nogi a jakże zamoczyłem. Woda zimna taka nie była.
Pora wracać. A tu nie wiem gdzie autobusy odchodzą i o
której??? Przecież we Władku nie będę nocował!
Trochę spanikowałem bo się późno robiło. Idę na postój
taksówek i się pytam o cenę jazdy do Gdyni. Taksiarz mówi, że za 150 zł. pojedzie.
Drogo cholera! Ale co robić?
Zgodziłem się. Jedziemy do Gdyni a z Gdyni to już kolejką do
Gdańska. Taksiarz rozmowny. Mówi mi, że jego córka wyszła za kapitana żeglugi
wielkiej. Czecha. Panie, maja 4 dzieci!
On tak chciał. Niby pomoc domowa jest, budźet odpowiedni też. Ale córka
jest cholernie zmęczona. Na co im tyle dzieci! ?
Się nie odzywam. Potem oczywiście polityka. Czy będę
głosował za odwołaniem Gronkieicz Waltz(było przed referendum). Kogo pan będzie
wybierał w następnych wyborach? Migałem się od odpowiedzi jak mogłem. Bo albo
on wyrzucił by mnie z taxówki albo ja jego. Tak się u nas dyskutuje. Nie ma zmiłuj się ! :) Dojechałem
jednak bezpiecznie do Gdyni a potem już za 5 zł do Gdańska.
Tu jest film "pełnometrażowy" Trochę za bardzo się powtarzam mówiąc. Ale zawsze pamiątka jest. Zapraszam serdecznie. Nastepny post będzie w przyszły weekend.
Pozdrawiam z serca Mazowsza.............
Pozdrawiam z serca Mazowsza.............































