Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dingo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dingo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 stycznia 2013

Pies Dingo


Połowa lat 60 tych. Epoka Beatlesów! Fotki Beatlesów na ścianie w moim pokoju. Szkoła podstawowa.........
Urodziłem się i wychowałem na WSM- owskich podwórkach. To była moja mała ojczyzna. WSM to skrót od Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
      Spółdzielnia przedwojenna. Pierwsze domy powstawały w latach 1924......
Tak zwany Żoliborz Inteligencki. Ta nazwa może dziś śmieszyć. Ale była zgodna z prawdą.
Koledzy, koleżanki z podwórka to było coś więcej niż rodzina. Przypominam, że ja pochodzę z wyżu demograficznego. Dzieciństwo kojarzy mi się nieodłącznie z wesołym krzykiem dzieci na naszych podwórkach.
      Parę lat temu wybrano mnie do Rady Nadzorczej tej Spółdzielni. Więc jednak źle mnie nie zapamiętano:)

      Ale do rzeczy. Na naszym podwórku na Koloni 5 mieszkała Pani W.
Pani ta hodowała rasowe owczarki alzackie i sprzedawała do Milicji Obywatelskiej. Miała w Milicji stałych odbiorców bo Jej psy były bardzo dobre. W tresowaniu pomagał Jaj mąż. Z zawodu drukarz. Całe życie pracował na trzy zmiany.
      Pani W i Jej mąż z psami często przebywali na podwórku, spacerowali itp. I nigdy, przenigdy się nie zdarzyło, żeby Jej pis rzucił się na kogoś!
Prosili tylko, żeby psów nie głaskać i nie dotykać. Psy Pani W grywały też w filmach gdzie powinny być wilki. I grały właśnie wilki. Na przykład w Potopie grał Bej.
      Pani W wiedziała, że moja mama bardzo lubi psy. Zaproponowała mojej mamie, że będzie podrzucała psa Dingo na cały dzień. do nas. Będzie razem z Dingusiem(tak go nazwaliśmy)dawała miskę z jedzeniem i parę złotych. Nie wiem ile to było?
      Mama moja wtedy nie pracowała. Ojciec sam pracował na dom i 4 dzieci.
Bardzo dobrze zarabiał. Chciałbym ja tyle teraz zarabiać!
Ale to nie na temat:)
Bardzo się cieszyliśmy, że Dinguś u nas był! Wesolutko było, chodziliśmy z niem na spacery, nad Wisłę nad pobliski Kanałek na Kępie Potockiej.
Był bardzo posłuszny i nas pilnował.
Za parę dni Pani W mówi do mojej mamy „Proszę pani proszę, ze by Dingo nie skakał u pani po łóżkach, bo jak wraca do nas do domu to zaczął się na łóżku kłaść”
No i musieliśmy jednak Dingusia ostrzej trzymać.
      Raz cała nasz czwórka poszliśmy do szkoły. Mama wybrała się na bazar. Wtedy to się mówiło „na targ”
Dinguś sam w domu został. Mieszkanie nie zamknięte na klucz. Wtedy u nas MAŁO KTO ZAMYKAŁ MIESZKANIE NA KLUCZ! A jeśli już zamykał, to klucz zwyczajowo był pod wycieraczką:)
Takie były czasy. Trudno niektórym w  to uwierzyć. Spece od zabezpieczeń antywłamaniowych nie MIELI CO ROBIĆ.
W tamtych czasach to mięsa w sklepach ogólnie nie było.
Przychodziła do domu BABA Z MIĘSEM.
      I sobie ta baba przyszła do nas jak mamy nie było a my w szkole. Weszła do mieszkania, bo było otwarte.. Jak zobaczyła Dingusia to od razu chciała wyjść. Ale Dingo jej nie pozwolił. Tak był wytresowany. Wpuścić , pilnować, ale nie wypuścić.
Co się ruszy to Dingo warczał i i tak to było ponad trzy godziny.
Niestety ta Pani BABA ZROBIŁA POD SIEBIE. Bo Dinguś nie rozumiał, że  Baba z mięsem nie chciała wyjść tylko się załatwić.
Wreszcie mama  wraca a baba blada jak śmierć!
Dingo do mamy podszedł a pani za mięso i w nogi!
Rzuciła tylko za siebie... „Nigdy w życiu pani ode mnie mięsa nie dostanie!!!!”
Wróciła z dostawą mięsa po około 7 latach. Bo mięsa nadal w sklepie kupić nie było można.
      Ta przygoda  zdarzyła się tylko dlatego, że mieszkań się ogólnie u nas nie zamykalo, oraz dlatego, ze były takie instytucje jak Baba z Mięsem.
A jeszcze po naszych podwórkach chodzili fachowcy co krzyczeli: „stare szmaty kupuję, garnki lutuję, noże ostrzę”
Lubiłem patrzeń jak fachowiec ostrzy noże. Tarczą napędzaną kołem za pomocą nogi . Tak jak maszyna do szycia.
Dingusia bardzo dobrze wspominamy do dziś.
A na fotkach psy z mojej byłej pracy,
Ułożyłem i wytresowałem  dwa psy właścicieli. Kubę i Rotwailerkę Werdę. Werdusia niestety zdechła, miała nowotwór.
Te psy mnie bardzo pilnowały i nikt nie mógł do mnie podjeść bliżej niż na dwa metry.
Koniec psiego tematu.
Żyć trzeba dalej:)
Vojtek

Ps. Kliknij na fotki, żeby powiększyć

Pisarz Pan Jarosław Abramow napisał piękną książkę o naszych żoliborskich podwórkach. Znam tam wszystkie nazwiska. To rodzice, dziadkowie moich kolegów i koleżanek z podwórka


Dedykacja dla mnie od Pana Jarosława Abramowa. Pisarz mieszka w Kanadzie w Toronto. W dzieciństwie mieszkał na 3 kolonii WSM


Takie były i  nasze żoliborskie podwórka. To jest 5 kolonia WSM.



A to 4 kolonie WSM. Tu się urodziłem:)


A to Kubuś, pies mojej byłej szefowej. Lubił takie zabawy:)


Werdusia, Już niestety nie żyje.

Jaz Kubą i Werdą..........

Ja & Werda:)


I krótki filmik z Werda i Kubą......