Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wakacje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 sierpnia 2012

Powstanie Warszawskie & urlop

 W Warszawie kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.
To dla nas Warszawiaków nasze  święto.
      W Powstaniu walczyła siostra mamy Ciocia Halinka. Jako sanitariuszka AK.
Niestety zginęła od niemieckiej kuli. Miała 16  lat.  Brat mamy Wujek Witek też walczył. 
Przeżył, czuje się dobrze mieszka na Saskiej Kępie.
Więc z trojga rodzeństwa żyje mama i Jej brat Wujek Witek.
      Mama uczciwie przyznała,że za bardzo się bała, żeby być w konspiracji. Ale i tak o wszystkim wiedziała i to, że Wujek Witek w domu na Żoliborzu trzymał broń.
Historię musimy znać, przypominać.
Lecz z historii musimy wyciągać wnioski na przyszłość. 
Mądry człowiek uczy się na cudzych błędach. Mniej mądry na swoich błędach.
A głupi się niczego nigdy nie nauczy. I błędy zawsze będzie powtarzać.
KLIKNIJ NA FOTKI, ŻEBY POWIĘKSZYĆ


Ciocia Halinka sanitariuszka AK. Siostra mojej mamy. Zginęła na Żoliborzu od niemieckiej kuli


Cmentarz Powązkowski 1.08.2012


Tu leżą bohaterowi książki "Kamienie na szaniec"


Mogiły Szarych Szeregów



Prawdziwy Powstaniec Warszawski

Opowieści prawdziwego Powstańca...jeszcze żyją..........!





No i wreszcie upragniony urlop. Nie było łatwo mi go dostać. Bo jednak w pracy baaaardzo jestem potrzebny.
Jestem podekscytowany tym urlopem.
Ale konkretnie bez owijania w bawełnę.
KAWA NA ŁAWĘ ! :)
Otóż wybieram się do Amsterdamu do Violetty. Ale nie sam tylko w towarzystwie blogerki Otyli.
Otylii z magicznego miasta Gdańska.
      Czyli najpierw w piątek 10.08.2012 wieczorem jadę z Warszawy pociągiem  Posejdon do Gdańska do Otylii. A w sobotę 11.08.2012 lecimy razem samolotem do Eindhoven w Holandii. A następnie pociągiem albo autobusem do Amsterdamu!
      I tam na nas czeka Viola.
Czyli ja sam i dwie dziewczyny.  TRZEJ MUSZKIETEROWIE. Tremę mam oczywiście!
Jak się zachować? Najlepiej chyba po prostu dobrze. Ale co znaczy DOBRZE?


      Albert Einstein powiedział: " Logika zaprowadzi nas z punktu A do punktu B. Natomiast FANTAZJA zaprowadzi nas wszędzie"
I dlatego są te wakacje:)


Dzięki Albertowi Einsteinowi.


Violi dziękujemy za gościnę.
Otylii dziękuję za to, że możemy lecieć razem. No i za to, że jest!
A mojej żonie dziękuję za to,że pozwoliła na tą wyprawę. Ale jedna pracownica w gabinecie żony powiedziała   "Jak Ty możesz wysyłać męża z tak atrakcyjną dziewczyną na wakacje i do tego jeszcze do drugiej dziewczyny!"
To ja odpowiadam:
       "Szanowna Pani fryzjerko! A co mam może lecieć do Amsterdamu z FACETEM I DO DRUGIEGO FACETA? Dość się już w Warszawie napatrzę rożnych Parad Miłości, Tranwenscytów itp..  To na wakacjach chcę , żeby było normalnie i po bożemu. Jetem katolikiem. A co nie można??? "   :):):)
      Mamy zamiar spacerować po Amsterdamie, filmować, fotografować, rozmawiać , poznawać i co nam przyjdzie do głowy.
I własnie muszę moją głowę mieć dobrze na uwięzi.  Ręce przy sobie. I pamiętaj Vojtku!
Reprezentujesz Warszawę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!




Cel naszej podróży:)


Od lewej: OtyliaMotylia, Vojtek i Violka


Viola już na nas czeka. Mam nadzieję, że w dłoni to nie wałek na mnie!


Takie klimaty w Amsterdamie mnie pociągają!



Razem lecimy do Violki do Amsterdamu i razem wracamy


Otylia pokazuje mi Gdańsk......jeździ też w rajdach samochodowych. Tu żeśmy się trochę bardziej poznali.
Dzisiaj 4 sierpnia poszedłem sobie na Starówkę i Plac Zamkowy. Dostałem obrazek ze św. Krzysztofem patronem podróżnych i kierowców. Niech nas strzeże podczas tych wakacji!

I to są prawdziwe wakacje!  Niech się schowają wszystkie Egipty, Tunezje, Wyspy Kanaryjskie. Najważniejsze z kim się jedzie, do kogo się jedzie i samemu to zorganizować a nie przez biuro podróży.
Na wycieczki kupowane to chyba nigdy nie pojadę. To jest po prostu BRAK FANTAZJI. 
Szkoda, że na to chorują młodzi ludzie.
Kupić to ja mogę sobie spodnie a NIE PRZYGODĘ! :)
Każdemu, każdej odpowiem na Twoim blogu jak podasz drogę do siebie.
Życzę Wam fajnych wakacji i prawdziwej przygody!
Vojtek&Motylia&Viola
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ps. W pracy mi powiedzieli, że jak mam spędzać wakacje z dwiema koleżankami to "musisz się chłopie ubezpieczyć! I to na wysoką sumę! To nie żarty!" To się ubezpieczyłem:):):) I w razie czego mam pomoc całą dobę.  24 godziny! I teraz mogę ruszać przed siebie!!!!!!!!!!!

piątek, 15 lipca 2011

Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie

Na wieś Kopcie w Świętokrzyskie jeździliśmy w dzieciństwie na cały miesiąc. Dlaczego tam?
     Moja mama wraz z ojcem znalazła się tam po Powstaniu Warszawskim. W gospodarstwie Pani Lisowskiej.  Ludność Warszawy Niemcy wypędzali z miasta. Na wsi dziadek zajął się nauczaniem miejscowych ludzi. Był profesorem i dyrektorem fabryki przed wojną. Mama była tam sama z dziadkiem. Wujek brat mamy znalazł się w Niemczech w obozie jenieckim(walczył w Powstaniu) a ciocia Halinka zginęła niestety w Powstaniu.
              I długo po wojnie Pani Maria Lisowska zapraszała nas tam co roku na wakacje. Ojciec nas tam autem zawoził a potem po miesiącu po nas wracał.

Więc byliśmy tam sami z mamą. Ja i moje trzy siostry:)
Pamiętam jeszcze jak tam prądu nie było i używało się lamp naftowych. I pamiętam do dziś ich zapach!
             Dla ludzi z Warszawy to była frajda.  Cicho wieczorami i ludzie chodzili spać  z kurami. Na tej wsi oczywiście wtedy nikt auta nie miał i nawet motocykla.
No i wszyscy prawie chodzili na bosaka!
Najbliższy sklep był w sąsiedniej wsi Szałas. To okolice Skarżyska Kamiennej, Stąporkowa i Końskich.  Przepiękne lasy świętokrzyskie pełne grzybów, jagód, jeżyn i poziomek.
     
Jagody zbieraliśmy na wyścigi. Potem moja mama z Panią Lisowską robiły pierogi z jagodami.  Podawane ze śmietaną i cukrem. Śmietana od krowy a nie ze sklepu: Pani Lisowska miała piękną drewnianą chatę krytą słomianą strzechą. I wielki piec. W tym piecu piekło się chleb i ciasta, suszyło się grzyby.
Pościel była lniana własnej roboty.  A materace to sienniki.......trudno o lepszą frajdę dla mieszczuchów ze stolicy!

Pani Marii pomagaliśmy. Zbieraliśmy szyszki i drobne gałęzie na opał do pieca. Bo gotowało się na ogniu. Gazu oczywiście nie było.
    Po śniadaniu wychodziłem z domu na prawie cały dzień. Szedłem  najczęściej na koniec wsi pod las do rodziny Ściegiennych. Tam było pięcioro dzieci. Najbardziej lubiłem rówieśnika Zenka.
Pomagałem w sianokosach i w żniwach. Dla mnie to była zabawa a dla nich codzienna praca.
Najbardziej lubiłem jechać na olbrzymiej kupie siana na wozie ciągnionym przez konia!
Raz wóz wjechał na korzeń wielkiego dębu i się przechylił.
W jednej chwili spadliśmy razem z sianem na ziemię:) Ale nikomu nic się nie stało.
Wieczorami paśliśmy krowy w lesie i paliliśmy ognisko. I pieczenie ziemniaków.
Po zwózce siana do stodoły skakaliśmy sobie na to siano z wysoka!
        Z chłopakami od Ściegiennych też ryby łapaliśmy. W leśnej rzece. Robiło się  tamę z piasku i wiadrami się wodę wybierało. Potem rękami się wyciągało ryby-miętusy spod korzeni.  Już w domu ściągało się z nich skórę i gotowało...
        Czasami mama pozwalała iść tam na nocleg na siano do Ściegiennych. 
Wszystko dobrze się skończyło. Ale mieliśmy też niebezpieczne zabawy.
Próbowaliśmy popalać papierosy w stodole pełnej siana!
Oczywiście rodzice o tym nie wiedzieli.
Jak by się to wszystko zapaliło to pewnie  z życiem byśmy nie uszli. Teraz jak o tym pomyślę to aż mnie ciarki przechodzą. I dziś rodzice nie wiedzą o wielu rzeczach co robią dzieci.
W Lasach Świętokrzyskich  była bardzo rozwinięta partyzantka. I było tam dużo pozostałości po wojnie. Karabiny, naboje, bomby.
I my to zbieraliśmy. I od czasu do czasu granaty odpalaliśmy w ognisku. Bóg nad nami czuwał. Nic się nie stało. Ale w tamtych czasach było bardzo dużo wypadków śmiertelnych od niewypałów.
Mam też oczywiście o tym nie wiedziała. Chyba jednak za duże do mnie miała zaufanie:)
Zebrałem pokaźny zbiór niewypałów i schowałem w szafie. Jak ojciec po nas przyjechał to znalazł to. O mało lania nie dostałem!
Zabrał to i zawiózł na milicję.  Pani Lisowska przysyłała nam co roku w paczce suszone prawdziwki. Zbierane przez siebie i suszone na swoim piecu. To były grzyby!
Wieś Kopcie była otoczona lasami. Lasy po horyzont!
I to był prawdziwy odpoczynek do wielkiego miasta. Pod koniec miesiąca ojciec po nas przyjeżdżał i wracaliśmy do Warszawy. Na dwa, trzy dni. Przepierka w pralce Frania:)
A potem na miesiąc do Kwidzyna do babci i stryjostwa. Ale to opisałem poprzednio.
Jak ojciec po nas przyjeżdżał to spał u Pani Lisowskiej jedną noc i żeśmy autem robili wycieczki. Do Dębu Bartka, do Świętej Katarzyny, Do Kielc. I też wycieczki piesze lasem na Świną Górę.......To była daleka wyprawa.... Niedaleko Dębu Bartek(najstarszy dąb w Polsce) mieszali znajomi rodziców. I podejmowali nas obiadem......

        Parę lat temu pojeździłem z żoną po śladach moich dawnych wakacji. Byliśmy i na Kopciach. Wieś wchłonął już prawie las...opustoszała. Spotkaliśmy jedną osobę co pamiętała mojego dziadka Tadeusza. I opowiedziała nam o nim jak tam prowadził nauczanie. Bardzo mi było przyjemnie. Żadnego kolegi z dzieciństwa nie spotkałem. Żyje jeszcze siostra Pani Lisowskiej. W Domu Opieki w Końskich. Mamy z Nią kontakt. Na tą wieś chcę w tym roku pojechać jeszcze raz. I może odwiedzić parę chat. A na pewno fotki zrobić. To była prawdziwa POLSKA WIEŚ. Kobiety chodziły do kościoła w zapaskach. Takich nakładanych na ramiona.


Ten wpis chciałem głównie dedykować Pani Marii Lisowskiej i mieszkańcom wsi Kopcie i okolic. Pani Maria Lisowska jakiś czas przechowywała u siebie w domu majora Hubala. To była odważna, dobra i bardzo pracowita kobieta. Jak wszyscy mieszkańcy tych pięknych okolic. Mam nadzieję, że może któraś z tych osób trafi na ten wpis:)
Pozdrawiam z Mazowsza
Vojtek
Ps. Wszystkie fotki robił mój ojciec radzieckim aparatem małoobrazkowym Zorki. I sam w ciemni wywoływał fotki.



Od lewej Pani Lisowska, siostra Kasia i moja mama


Na tej fotce od lewej są moje trzy siostry, rodzina Ściegiennych, drugi kolega i ja


Od lewej ja, najmłodsza siostra Kasia(nie żyje), Zośka, Marynia i moja mama.


Na kopie siana na furmance!

Od lewej: Ja, Pani Lisowska, moja mama z Kasią, Marynia i Zośka


Moja siostra Zośka z koleżanką ze wsi:)